Wchodźcie przez ciasną bramę: albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą.
A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota: i niewielu jest tych, którzy ją znajdują, Mat 7:13 – 14.

Jezus, to ten prorok o którym Mojżesz mówił, że ma przyjść i którego mamy słuchać. Jeśli nie będziemy Go słuchać, zginiemy. Ponieważ Jezus mówił to samo, co mówił wcześniej Mojżesz, również w przypowieści na temat wąskiej i szerokiej drogi nawiązuje do Mojżesza.

Co powiedział Mojżesz?

Jehowa powiedział do niego … powiem ci wszystkie przykazania, ustawy i prawa których będziesz ich nauczał i będą je pełnili w ziemi, którą im dam w posiadanie.
Starajcie się więc czynić tak, jak rozkazał wam Jehowa, wasz Bóg. Nie zbaczajcie ani w prawo ani w lewo.
Idźcie dokładnie drogą jaką wam nakazał Jehowa, wasz Bóg, abyście zachowali życie, aby się wam dobrze powodziło i abyście długo żyli w ziemi, którą posiądziecie, V Mojż. 5:31 -33.

Droga, o której mówili i Mojżesz i Jezus to wypełnianie przykazań, które Jehowa dał nam, Izraelowi na górze Synaj gdy po raz pierwszy zawarł z nami przymierze. Przymierze to zostało później odnowione przez krew Jezusa.

Wąska droga – to przestrzeganie przykazań Jehowy, których zresztą nauczył nas przestrzegać sam Jezus. Szeroka droga – to robienie w życiu swoich własnych rzeczy i przestrzeganie przykazań ludzkich, przykazań różnych kościelnych denominacji, zamiast przykazań Bożych.

Jezus twierdził, że wąską drogą idzie niewielu a szeroką wielu. W której grupie ty jesteś? Bo niewątpliwie jesteś w jednej z tych dwóch grup.

Ludzie mają tendencję do twierdzenia, że prawda jest tam gdzie jest większość. Czują się bezpiecznie w dużej grupie. Jakoś Jezus nie podziela tej opinii. Prawda jest tam gdzie jest, a nie z automatu tam, gdzie jest dużo ludzi.

Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami. Patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela naszej wiary (…), Hebr 12:1 – 2.

Idąc czy biegnąc tą wąska drogą powinniśmy zrzucić z siebie wszystkie ciężary i grzechy, które przeszkadzają nam w tej drodze. Żaden sportowiec, który chce wygrać wyścig, nie biegnie obłożony ciężarami ale stara się być wolny od wszystkiego, co by spowolniło jego bieg. Pływacy nawet golą się przed wyścigiem!

Grzechem jest nie przestrzeganie Bożych przykazań. A ciężarem?

W życiu podejmujemy różne decyzje. Wiele spraw na które się decydujemy z gruntu rzeczy może nie być zła, ale w przeciągu czasu okazuje się, że stało się to dla nas ciężarem.
Praca którą podejmujemy, wyjazdy, które organizujemy, ludzie z którymi się przyjaźnimy czy poślubiamy, kościoły do których uczęszczamy, partie na które głosujemy, etc.
Wiele z tych rzeczy staje się ciężarem nie dlatego, że nie są wolą Bożą dla nas ale dlatego, że nie zostały zrobione we właściwym czasie – albo za szybko, co jest prawdą w większości przypadków albo za późno.
Jeśli wydamy pieniądze na rzeczy dobre, ale nie najlepsze, to ich nam zabraknie gdy będziemy ich naprawdę potrzebować. Będziemy odczuwać ciężar finansowy.

Lot prawie nie stracił życia z powodu swojej żony i niedoszłych zięciów, którzy nie kwapili się, by jak najszybciej opuścić Sodomę. Oni stali się dla niego ciężarem w sytuacji kryzysowej. Niewierzący współmałżonek jest wielkim obciążeniem w wyścigu wiary. Natomiast jest cudownie, gdy małżeństwo idzie do przodu w jednym kierunku.
Cenę za małżeńskie kompromisy płacą zawsze dzieci. Córki Lota były zdeprawowane, upiły swojego ojca i spały z nim. Cała rodzina stała się rodziną dysfunkcyjną.

Częścią pozostawania na wąskiej drodze jest pozwolenie Bogu na decydowanie o naszym życiu, włączając w to sytuacje, w których nie chcemy czegoś zrobić. Czy Bóg ma w twoim życiu prawo poprosić cię, byś zamiast robienia kariery pojechał na misję? A jeśli poprosi cię, byś nie robił stopni naukowych? A może nie chce byś zakładał rodzinę?

O nie!!! Bóg taki nie jest. Nie może mi tego zabronić!

Rzeczywiście?!

Jehowa poprosił ojca naszej wiary, Abrahama, by mu ofiarował syna, na którego ten czekał przez całe swoje życie. I co zrobił Abraham? Ofiarował. Abraham szedł wąską drogą.

Są rzeczy, które same w sobie nie są grzechem, ale częścią pozostawania na wąskiej drodze jest zrezygnowanie z nich, kiedy Bóg nas o to prosi.

Są tacy, którzy oskarżali mnie, że idę tak szybko, że inni za mną nie nadążają. To dla mnie wielki komplement!

Znaczy to ni mniej ni więcej, że staram się zrzucać wszystkie możliwe ciężary – włączając w to ciężary w relacjach międzyludzkich i uznaję za najważniejsze w życiu, by biec wytrwale w wyścigu.

Nie pozwalam ograbić się z mojego błogosławieństwa ludziom, którzy chodzą obciążeni grzechem i nieposłuszeństwem Bogu – bo tylko to powoduje, że nie idą szybko do przodu.

A z drugiej strony, jakie to bardzo polskie. Zamiast wspierać kogoś kto się wyróżnia, idzie mocno do przodu, i może za sobą pociągnąć innych, to co się robi? Rzuca mu się kłody pod nogi a usprawiedliwia przeciętność, kompromis i grzech.

Tak się buduje nowe, małe papiestwa, a nie Królestwo Boże.
Jeśli idziemy wąską drogą to jesteśmy w drodze. Czyli inaczej mówiąc, jeszcze nie doszliśmy. Wciąż zmierzamy do celu, a to oznacza dla nas ciągłe zmiany. Musimy zmieniać swoje myślenie i postępowanie, jeśli nie jest ono zgodne ze Słowem Bożym.

Jeśli ktoś myśli, że już wie wszystko, to znaczy, że już nie idzie drogą, ale spoczął na laurach. Odpoczywa. Jak Abraham w Haranie.

Apostoł Paweł był tym, który szedł do końca. Nawet wtedy gdy inni go opuścili i stanęli na odpoczynek. Mówił o sobie: służę ojczystemu Bogu zgodnie z tą drogą (…) wierząc we wszystko, co jest napisane w zakonie i u proroków, Dz.Ap.24:14.

Są też tacy wierzący, którzy owszem, chcą być z przodu ale nie chcą samodzielnie chodzić. Mianowicie chcą, by ich nosić! To doprawdy świetny pomysł.

Częścią życia wiary jest nieść ciężary innych. Ale nie może to trwać przez lata!

Można komuś pomóc lecz wymaga się, by ta osoba po jakimś czasie sama stanęła na swoich własnych nogach i szła. Jeśli nie, staje się ciężarem, którego nikt nie jest w stanie nosić, jeśli na poważnie chce iść za Bogiem.

Fakt, że idziemy wąską drogą i biegniemy po niej szybko i wytrwale nie zależy od naszych osobistych zdolności ale od naszego posłuszeństwa Bogu i Jego przykazaniom.

No i od naszych właściwych wyborów.

29 paźdz. 2015